Bolesław Olbryś

Bolesław Olbryś

BOLESŁAW OLBRYŚ – ­OSTATNI LUTNIK KURPIOWSKI – Henryk Gadomski (fragmenty)

 

Urodził się 12 października 1907 roku we wsi Przeczniak, gm. Zbój­na w  woj. łomżyńskim w rodzinie cieśli-stolarza. Ojciec jego był maj­strem budowlanym i stolarzem. Stawiał budynki mieszkalne i inwentar­skie, a ponadto zimą robił wrzeciona, szafy, łóżka, stoły. Jako 7 letni chłopiec wraz z rodziną został w 1914 roku wysiedlony aż w okolice Wołkowyska na Białorusi. Tam też zmarł jego ojciec i siostra. Po zakoń­czeniu wojny powrócił wraz z matką i bratem i osiadł w Dębnikach koło Nowogrodu w rodzinnej wsi swojej matki Weroniki z Bartnickich. Tu pomagał matce w prowadzeniu gospodarstwa. Po ukończeniu 3 klas szko­ły podstawowej musiał przerwać naukę, gdyż trudne warunki materialne zmusiły go do wykonywania różnych prac zarobkowych. Z młodzień­czych lat pochodzą pierwsze próby stolarskiego rzemiosła. Miał nie tylko chęć, ale i autentyczny talent odziedziczony po ojcu. 15-letnim chłopcem zainteresował się Adam Chętnik. Zatrudnił młodego chłopca do różnych prac pomocniczych tworzącego się w pobliskim Nowogrodzie Muzeum Budownictwa Kurpiowskiego. Początki owej współpracy przypadają na rok 1922. Spotkanie Adama Chętnika wywarło znaczący wpływ na dal­szych losach młodego Olbrysia. Adam Chętnik był człowiekiem wszech­stronnie uzdolnionym, był nie tylko badaczem i pisarzem, ale także świet­nym rysownikiem, umiał grać na różnych instrumentach, nie obce mu było rzemiosło budowlane. Ojciec Adama Chętnika – Wincenty – był znanym i cenionym lutnikiem. Bolesław Olbryś często przebywał w war­sztacie lutniczym Chętników interesując się  procesem wytwarzania instrumentów. Wincenty Chętnik widząc talent manualny i muzyczny Olbrysia, nie tylko że nie krył przed nim tajemnic rzemiosła lutniczego, ale niejednokrotnie namawiał go, by w przyszłości został lutnikiem. Olbryś chętnie korzystał z cennych wskazówek i już w wieku lat 20 zbudował pierwsze ligawki, a nieco później skrzypce. Wyroby lutnicze w tamtych czasach nie mogły stanowić poważnego źródła utrzymania, tym bardziej, że nie były konkurencyjne dla wyspecjalizowanych dużych  warsztatów lutniczych. Źródłem utrzymania matki, brata i siebie były prace ciesielskie i stolarskie. Jako cieśla i stolarz, tak jak przed laty jego ojciec, budował chaty i leśniczówki, a zimą robił stoły, kółka do przędzenia, szafy, łóżka. W roku 1932 ożenił się z Kurpianką z pobliskiej wioski Wyk koło Gawrych. Helena Olbrysiowa zna niemal cały repertuar kurpiowskich pieśni. Obdarzona doskonałym słuchem i pięknym głosem wraz z mężem od początku stanowili parę w Regionalnym Kur­piowskim Zespole założonym jeszcze przed II wojną światową przez Adama Chętnika i niezmiennie do dziś działającym przy Muzeum Kur­piowskim w Nowogrodzie. Państwo Olbrysiowie z dużą ochotą i saty­sfakcją wspominają własne i Zespołu sukcesy Odniesione na różnorod­nych festiwalach i konkursach. […]

Aż do czasu przejścia na emeryturę Bolesław Olbryś pracował na stanowisku majstra ludowego w Muzeum Kurpiowskim w Nowogrodzie.

Do jego obowiązków należało między innymi:

  • kierowanie pracami budowlanymi w Muzeum zgodnie z zaleceniami architekta, technika budowlanego i służb konserwatorskich,
  • udział w Komisjach Zakupu budowli zabytkowych, ocena stanu ma­teriału drzewnego oraz ekspertyzy co do wymiany drewna zniszczonego na zdrowe,
  • kierowanie i współpraca przy różnych pracach ciesielskich, zduńsko-­murarskich, naprawa, flekowanie elementów budownictwa i poszcze­gólnych okazów ruchowych,
  • różne prace naprawcze zabytków i różne rekonstrukcje związane z tradycyjnym budownictwem, instrumentami muzycznymi oraz daw­nymi warsztatami pracy.

A jakim jest Olbryś obecnie? Ukończył 76 lat, ale wydaje się być o wiele młodszym. Mimo, że jest na emeryturze, nie rozstaje się z Mu­zeum Kurpiowskim w Nowogrodzie. Nie tylko nadal jest członkiem Kape­li Regionalnej przy Muzeum, ale służy radą doświadczonego fachowca w pracach konserwatorskich. Mieszka, jak dawniej, w swoim niewielkim domku w Dębnikach niedaleko Nowogrodu. Jest energiczny jak na swój wiek. Ma świetną pamięć. Potrafi zajmująco opowiadać o kulturze i sztuce ludowej.

Dom Olbrysiów, urządzony w tradycyjnym stylu kurpiowskim, jest małym muzeum dawnego sprzętu domowego i starych instrumentów ludowych. Pan Bolesław gra na własnoręcznie wykonanych dłubankach, a po chwili wyciąga jak relikwie rzadki już dziś instrument – harmonię ręczną, tzw. półtonówkę i gra trudne technicznie oberki, powolniaki i inne tańce kurpiowskie. Dodaje przy tym, że jest to instrument samego Adama Chętnika. Dom Olbrysiów jest często odwiedzany przez zorga­nizowanych i niezorganizowanych turystów, dziennikarzy, znawców sztuki ludowej. Cieszy to Olbrysiów, gdyż w ten sposób czują się mniej samotni. Z satysfakcją opowiadają o swych dorosłych synach, z których jeden (Stanisław) pracuje w fabryce włókienniczej w Łomży, a drugi (Jan) aż w dalekim Krakowie; córka (Zofia) jest nauczycielką Szkoły Podstawowej w Kuziach. Z rozmowy z Panem Bolesławem wyczuwa się jednak żal, że nie będzie miał komu przekazać swoich bogatych doświad­czeń lutniczych i urządzonego z niemałym wysiłkiem warsztatu w którym powstają nie tylko instrumenty, ale także różne przedmioty użytkowe .

W dniu, w którym odwiedziliśmy Olbrysiów, latem 1983 roku ­Pan Bolesław zajęty był podbieraniem miodu z własnej pasieki. Nie zajmuje się tym zarobkowo, tyle tylko, że wystarczyło miodu na po­trzeby własne i najbliższej rodziny. W zajęciu tym widzi sens głębszy. Pszczelarstwo (bartnictwo), to jedno z najstarszych tradycyjnych zajęć Kurpiów, jest niejako świadectwem tożsamości Olbrysia-Kurpia. Nie­zwykle interesująco opowiadał nam o tym i innych tradycyjnych a dziś mało znanych zajęciach Kurpiów.

Nie ukrywaliśmy, że interesował nas warsztat stolarski – pracownia Olbrysia – w której powstają różne wyroby z drewna, a przede wszyst­kim instrumenty muzyczne i niektóre akcesoria, jak struny, kalafonia. Wszystko co w tym warsztacie można spotkać, a zwłaszcza narzędzia do obróbki drewna z małą tokarką, zaprojektował i wykonał sam Olbryś.

Bolesław Olbryś zmarł 7 lutego 1993 r.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz