Władysław Skierkowski

Władysław Skierkowski

WŁADYSŁAW  SKIERKOWSKI Henryk Gadomski

 

Poza niewielkim gronem etnografów, czy osób zajmujących się upo­wszechnianiem muzyki, dziś mało kto wie kim był człowiek, któremu sam Karol Szymanowski złożył hołd w następujących słowach:

„Niech mi wolno będzie na tern miejscu wyrazić Czcigodnemu Auto­rowi słowa, nie tylko już najgłębszego uznania dla Jego tak pięknej i wartościowej pracy, lecz także szczerej wdzięczności za udostęp­nienie nam – muzykom polskim – tego, tak mało dotychczas zna­nego, a tak niezmiernie bogatego źródła najpiękniejszej być może polskiej ludowej pieśni”.

Można było żywić nadzieję, że przy okazji rocznicowych obchodów Roku Szymanowskiego społeczeństwo polskie, a zwłaszcza kurpiowskie, dowie się czegoś więcej o Władysławie Skierkowskim. Licznymi kon­certami muzyki Szymanowskiego godnie uczczono tę okrągłą rocznicę. Były nawet koncerty poświęcone tylko pieśniom kurpiowskim Karola Szymanowskiego z udziałem najwybitniejszych polskich solistów i chó­rów. Z prelekcji przy tej okazji można było dowiedzieć się, że autorem cennego zbioru autentycznych pieśni Puszczy Zielonej, z którego czer­pał Karol Szymanowski, był właśnie Władysław Skierkowski. I nic poza tym więcej.

Dostępne były Szymanowskiemu zbiory Oskara Kolberga, wśród których znajduje się ok. 70 pieśni podanych jako kurpiowskie. Dlaczego z nich nie skorzystał,  a zainteresował się zbiorami Skierkowskiego, wy­korzystując z nich aż 18 pieśni kurpiowskich (w tym 6 na chór miesza­ny a cappella i 12 na głos solowy z fortepianem)? Czy znał osobiście Władysława Skierkowskiego, czy na żywo słyszał kiedykolwiek auten­tyczne pieśni kurpiowskie w wykonaniu samych Kurpiów? To tylko niektóre z pytań, na które odpowiedzieć powinni zwłaszcza ci, którzy zajmują się upowszechnianiem kultury.

Karol Szymanowski zrobił dobry początek, jeśli chodzi o zaintere­sowanie kompozytorów kurpiowską muzyką ludową. Zamieszczona w niniejszej publikacji lista kompozytorów polskich czerpiących z folkloru kurpiowskiego, aczkolwiek niepełna, wymownie świadczy o znaczeniu ogromnego, bo liczącego ponad 2000 pieśni, zbioru Władysława Skier­kowskiego. To za sprawą takich kompozytorów, jak: Karol Szymanowski, Witold Lutosławski, Tadeusz Baird, Tadeusz Paciorkiewicz i wielu innych, kurpiowska muzyka ludowa stała się własnością ogólnonarodową.

W ciągu 26 lat, bo przez tyle lat powstawał jego potężny zbiór, wielokrotnie przemierzał wzdłuż i wszerz Puszczę Zieloną, by zapisać nie tylko teksty, ale i melodie. Dziś wydaje się to nieprawdopodobne, by mógł tego dokonać jeden człowiek, którego zbieranie pieśni nie było pracą zawodową; sprawował on bowiem funkcje duszpasterskie kolejno w parafiach Myszyniec, Krasnosielc, Różan w woj. ostrołęckim i Imielnicy woj. płockie. Nie posługiwał się fonogramem, a wystarczała mu dobra pamięć, ołówek i papier z pięciolinią.

Co było tym magnesem, który ściągał Skierkowskiego z odległej Imielnicy k/Płocka niemal każdego roku w miesiącach letnich, by swój wolny czas tak pracowicie spędzić? Gdzie w tym czasie mieszkał, czym podróżował? Te pytania wprost fascynują, gdy przyjrzeć się uważnie choćby fragmentom kalendarza jego pracy. Jeśli zaufać informacjom sa­mego Skierkowskiego dotyczącym daty i miejsca zapisu pieśni, to zdu­miewa wprost fakt, że czasami pokonywał dziennie około 40 km leśnych, błotnistych czy piaszczystych dróg.

Jakim był jako człowiek i jakim go pamiętają ci, od których uczył się pieśni, by je następnie zapisać. Zbiór powstawał przez 26 lat, aż do roku 1939. Ci, którzy wtedy mu śpiewali, mając ok. 20 lat dziś może jeszcze żyją lub żywa jest o nich pamięć. Dlatego też zamieszczamy imienny wykaz nazwisk i wiek wykonawców, z którymi Skierkowski kontaktował się wielokrotnie oraz miejscowości. Może to ułatwić poszu­kiwanie śladu pozostawionego przez Skierkowskiego na gościnnej ziemi kurpiowskiej. Może znajdzie się ktoś inny, kto pójdzie tym śladem i po­szerzy zasób wiedzy o Skierkowskim, a w ten sposób choć częściowo spła­ci zaciągnięty dług wdzięczności.

 

ORGANISTA CZY KSIĄDZ?

Władysław Skierkowski przyszedł na świat w rodzinie chłopskiej we wsi Głużek k/Mławy, woj. ciechanowskie, 12 marca 1886 roku. Spośród rodzeństwa (Anna, Antoni, Jan Franciszek), wyróżniał się szczególnym zainteresowaniem muzyką, a zwłaszcza grą muzykantów wiejskich. Po ukończeniu miejscowej szkoły ludowej uczył się muzyki u organisty Kwaśniewskiego w Mławie, a następnie w Płocku pod kierunkiem zna­nego muzyka, ks. Eugeniusza Gruberskiego. Tak więc przyszłość zost3.ła wyraźnie określona – Władysław będzie organistą.

Jednakże już w tym czasie, prawdopodobnie nie bez wpływu sióstr zakonnych, u których był na stancji w czasie nauki w Płocku, w duszy młodzieńca zrodziła się myśl zostania kapłanem. Brak świadectwa gim­nazjalnego, a także środków na dalsze utrzymanie i kształcenie, stanęły na przeszkodzie do zrealizowania nowych planów. Podjął więc pracę za­wodową jako organista w kościele seminaryjnym w Płocku. W wolnym czasie przygotowywał się do egzaminu z 4 klas gimnazjum. Po dwóch tą.tach wytrwałej pracy złożył pomyślnie egzamin i został przyjęty do Seminarium Duchownego w Płocku. Uporem w przezwyciężaniu prze­szkód i wytrwałością w postępowaniu imponował swoim kolegom. Lu­biany był także przez przełożonych za głęboką wrażliwość i uczucio­wość – mówiono o nim powszechnie – dusza artystyczna. Jak wspo­mina młodszy kolega Skierkowskiego ks. Wacław Jezusek, późniejszy rektor Seminarium Duchownego w Płocku,

„ … nie rozstawał się ze swoimi upodobaniami muzycznymi, nie zer­wał z muzyką, nie zagrzebał talentu, lecz w miarę zbliżania się do kapłaństwa marzył zawsze, by mógł posłyszeć rozśpiewanych lub rozegranych (na fujarce) pastuszków, oglądać lud wiejski, w jego dawnej kraśnej szacie, słuchać szumu borów, lasów … „

23 czerwca 1912 roku, wraz ze swymi ośmioma kolegami, przyjął święcenia kapłańskie. W Zakładzie Anioła Stróża, który pomagał Skier­kowskiemu, w kształceniu i utrzymaniu, odprawił pierwszą mszę prymi­cyjną, Stąd otrzymał także 3-miesięczny urlop na wzmocnienie zdrowia nadwerężonego pracą i studiami.

30 września 1912 roku objął pierwszą pracę duszpasterską na stano­wisku wikariusza, niedaleko od rodzinnych stron, tj. w Dzierzgowie (ob. woj. ciechanowskie).

 

URZEKŁA GO PUSZCZA

Niespełna rok pracował w Dzierzgowie, gdyż już 31 lipca 1913 roku udał się na wikariat do Myszyńca – centrum Kurpiowskiej Puszczy Zielonej – od nazwy miejscowości zwanej także Myszyniecką. Dziś trudno powiedzieć, czy decyzja zwierzchnich władz kościelnych o prze­niesieniu Skierkowskiego z Dzierzgowa do Myszyńca była spełnieniem życzeń młodego księdza, czy też wynikała z innych potrzeb.

Jechał ksiądz Skierkowski szerokim, piaszczystym traktem od Cho­rzel do Myszyńca (ok. 30 km) oglądając liczne wydmy piaszczyste, bagna i ciemne lasy. Ta bezludna okolica zrobiła na nim bardzo niemiłe wra­żenie. Z niepokojem oczekiwał na pierwszy kontakt z ludźmi żyjącymi w tej krainie. Po latach sam tak wspomina owe spotkanie z Kurpiami, a właściwie z pieśnią kurpiowską:

„Radość moja granic nie miała, kiedy usłyszałem smutną, jak tylko może być smutna ta Puszcza Kurpiowska i rozciągłą jak ciemne bory i lasy, a tak miłą i swojską i tak dziwnie ujmującą za serce melodię pieśni „Leć głosie po rosie …” (,.,) Kurpik się oddalał, głos kurpiane­czek cichł coraz bardziej i bardziej, aż wreszcie znikł w ciemniach lasu, a ja wsłuchany chwytałem dźwięki oddalającej się melodii i pomyślałem sobie: Mój Boże! jakżeż Ci wdzięczny jestem, żeś mi przeznaczył placówkę w tak ciekawej okolicy”.

 

W Myszyńcu, w chwilach wolnych od zajęć duszpasterskich, zaczął spisywać melodie, coraz bardziej zachęcając się do tej pracy. Dopóki nie zdobył całkowitego zaufania parafian, szło mu to z trudem. Lepszemu poznaniu i wzajemnemu zaufaniu sprzyjały trudne chwile, jakie przy­szło spędzić wikariuszowi razem z parafianami w czasie działań wojen­nych w 1914 roku. Uchodząc wraz z miejscową ludnością przed poci­skami, musiał ukrywać się w lasach, w najbardziej zapadłych wioskach.

„Tam niosłem ludności puszczańskiej pociechę i pomoc, tam stło­czeni po ciemnych chatach, przebywaliśmy całymi dniami i tygod­niami, tam dzieliliśmy się nieraz ostatnim kawałkiem chleba. Wtedy niejeden stary Kurp brał chętnie na moją prośbę, swoje stare skrzy­peczki, nawet gdy nad wioską przelatywały pociski i wygrywał da­wne melodie, smutne i wesołe, które skwapliwie zapisywałem (. .. )

Postanowiłem te perełki Puszczaków pozbierać i choćby tylko dla siebie na pamiątkę zostawić”.

Owo postanowienie wtedy powzięte stało się jego drugim życiem.

I choć nie dane mu było na stałe dłużej przebywać w sercu Puszczy, to nigdy nie utracił z nią kontaktu i to kontaktu niezmiernie owocne­go, ale o tym nieco dalej.

 

IMIELNICA, PŁOCK, PUSZCZA KURPIOWSKA

 

Po dwóch latach pracy duszpasterskiej na stanowisku wikariusza w parafii Myszyniec przeszedł na wikariat do Krasnosielca (13 paździer­nika 1915 r.), a stąd po dwóch latach (1 sierpnia. 1917 r. do Różana. Wprawdzie Krasnosielc i Rożan leżą w niedalekiej odległości od Pusz­czy, to jednak, biorąc pod uwagę ówczesne środki komunikacji (pieszo lub końmi), każdy wyjazd w celu zbierania pieśni z okolic Myszyńca, Czarni, Łysych, mógł być organizowany tylko w okresie dłuższego urlo­pu. Z tego okresu pochodzi kilkadziesiąt zapisanych pieśni. Częste zmia­ny miejsca pracy i stosunkowo krótki pobyt na parafiach nie sprzyjały pracy naukowo – badawczej, ani też społecznej, jaką rozwinął w okresie późniejszym.

9 grudnia 1920 roku otrzymał samodzielną placówkę – został pro­boszczem w Ciachcinie, a od maja 1925 roku w Imielnicy. Zaraz po przybyciu do parafii Imielnica stanął wobec trudnego zadania – bu­dowy nowego kościoła parafialnego, gdyż dawny drewniany nie nada­wał się do remontu. Powątpiewano, czy artysta okaże się tak praktycz­nym i kościół zbuduje. Delikatny, subtelny w obejściu umiał dla budo­wy kościoła wszystkich zjednać. Budowa trwała od 1927 do 1935 roku. Obecny na wyświęceniu kościoła arcybiskup Nowowiejski wyraził uzna­nie dla ks. proboszcza Skierkowskiego i mianował go kanonikiem kolegiaty pułtuskiej.

W tych trudnych latach budowy nie przerwał rozpoczętej w 1913 roku pracy nad zbieraniem i zapisywaniem pieśni kurpiowskich. Pod­czas corocznych wakacji wyjeżdżał stąd do Puszczy Kurpiowskiej. Od­świeżył dawne znajomości w parafiach Myszyniec, Łyse, Baranowo, Czarnia, Kadzidło i nawiązał nowe. Posługując się tylko ołówkiem i pa­pierem nutowym, przy pomocy doskonałego słuchu i pamięci muzycz­nej, notował dziennie od kilku do kilkunastu pieśni wielozwrotkowych. Zapisywał także zwyczaje, obyczaje, przysłowia, słowem wszystko, co związane było z szeroko pojętą kulturą ludową. Zbierał w różnych warunkach. Wówczas, kiedy był wikariuszem w Myszyńcu, zapisywał pie­śni w czasie kolędy, inne w dni świąteczne i niedzielne, kiedy miesz­kańcy mieli najwięcej czasu. W pierwszych latach zbierania opierał się głównie na przekazach pochodzących od młodych dziewcząt. W póź­niejszym okresie zaczął zdawać sobie sprawę, że najciekawszy etnogra­ficznie materiał, bo sięgający dawniejszych lat, spotka u starszych śpie­waków. Pracę na wielką skalę rozpoczął dopiero w 1928 roku prawdo­podobnie zachęcony wydaniem w tym roku pierwszej części swojej „Puszczy Kurpiowskiej w pieśni”. Od tej pory jego wyjazdy miały charakter zorganizowanej, zaplanowanej pracy. Co roku, aż do wybuchu wojny w 1939 roku, zwykle w miesiącach letnich, przyjeżdżał na Puszczę, by zbierać owe „perełki” – pieśni kurpiowskie.

Dziś żyją jeszcze osoby, które były informatorami Skierkowskiego. Ci zwłaszcza, których odwiedzał wielokrotnie, pamiętają go jako czło­wieka ujmującego prostotą i pogodą ducha. Franciszek Golon z Piasecz­ni znany w okolicy śpiewak, od którego ksiądz zapisał wiele pieśni, dzi­wił się „… jaką to pamięć miał ten człowiek”. Szybko opanował gwa­rę kurpiowską i nią się posługiwał. Gdy rozmawiał z Kurpiami… „nikt nie myślał że on nie Kurp”.

Po każdym wakacyjnym powrocie z Puszczy do Imielnicy dzielił się wrażeniami ze swoimi bliskimi. W kręgu przyjaciół był między in­nymi ówczesny organista parafii Imielnica – Stanisław Zieliński. Pan Stanisław wraz z żoną Józefą do dziś mieszkają w Imielnicy i dosko­nale pamiętają znane szczegóły związane z działalnością amatorskiego wiejskiego zespołu z Imielnicy założonego i prowadzonego przez księdza. Na ogromnej scenie ustawionej na ogrodzonym placu w pobliżu kościo­ła, w niedzielne popołudnie można było obejrzeć tradycyjne wesele kur­piowskie – żywcem przeniesione tu z odległej Puszczy. Dziś takiego widowiska nie odtwarza żaden zespół folklorystyczny. Wtedy przed 50 laty tłumy ciekawych z bliższej i dalszej okolicy Płocka, a nawet z samej Warszawy słuchały pieśni weselnych i oglądały piękne tańce kurpiowskie w autentycznych strojach, był także prawdziwy przejazd pary młodej i gości weselnych udekorowanymi furmankami z domu we­selnego do kościoła, a następnie ślub i powrót. Widzowie byli w ten sposób uczestnikami całego obrzędu. Zebrany dochód z przedstawień w całości przeznaczono na budowę nowego kościoła.

O folklorystycznych zamiłowaniach Skierkowskiego i jego pokaźnych zbiorach szybko dowiedzieli się miłośnicy folkloru z Towarzystwa Nau­kowego w Płocku, a przede wszystkim. dr Aleksander Maciesza, ówcze­sny prezes Towarzystwa, oraz Klemens Jędrzejowski, ks. Mąkowski i in­ni. Od roku 1926 Skierkowski jako członek Towarzystwa wielokrotnie wygłaszał referaty o Kurpiach ilustrowane grą na fortepianie i własnym śpiewem. Niektóre z tych referatów zostały opublikowane w naukowych pismach muzycznych. Współpraca z Towarzystwem szybko zaowoco­wała.

 

„PUSZCZA KURPIOWSKA W PIESNI”

„WESELE NA KURPIACH”

 

W roku 1926 wyżej wspomniany dr Aleksander Maciesza zwrócił się do cenionego muzykologa uniwersytetu we Lwowie – dra Adolfa Chybińskiego z prośbą o udzielenie rad i wskazówek w sprawie wyda­nia przez Towarzystwo Naukowe w Płocku pracy Władysława Skier­kowskiego – „Puszcza Kurpiowska w pieśni”. Propozycja została przyjęta. W jednym z kolejnych listów Chybińskiego do Macieszy czy­tamy: ,,(…) wydanie pracy ks. Skierkowskiego uważam za swoją (zawodo­wą) sprawę tak iż moje staranie koło niej ani na chwilę nie będą mniejsze od starań nad własnymi pracami”. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że właściwie dr Chybiń­ski był pierwszym i jedynym konsultantem Skierkowskiego. Po przej­rzeniu pierwszych rękopisów w jednym z lista w do Skierkowskiego Chy­biński pisze tak:

,,(…) czy nie byłoby możliwe:

  1. oznaczyć datą, miejsce i rok lub przynajmniej rok usłyszenia i zanotowania melodii każdej,
  2. zamiast słowa podać tempo wg skali metronomicznej,
  3. podać wiek śpiewaka lub grajka”.

Skierkowski uwzględnił życzliwe uwagi Chybińskiego, a jego zbiory w ten sposób zyskały na wartości dokumentacyjnej.

Rękopisy Skierkowskiego – to sto kilkadziesiąt różnego rodzaju zeszytów nutowych i zwykłych, teczek z luźnymi kartkami. Sam autor podzielił zebrany materiał na 10 części:

I – zaręczyny i wesele na Pu­szczy;

II – pieśni zalotne i miłosne;

III – ballady;

IV – pieśni sieroce;

V – pieśni rodzinne;

VI – pieśni komiczne;

VII – pieśni żołnierskie;

VIII – pieśni pasterskie;

IX – pieśni przy żniwach;

X – pieśni roczne.

Towarzystwo Naukowe Płockie wydało tylko dwie pierwsze części, tj. 790 pieśni w 4 zeszytach:

cz. I w 1928 roku od nr 1 – 125,

cz. II zeszyt 1 w 1929 roku od nr 126 – 399,

cz. II zeszyt 2 w 1933 roku od nr 400 – 586,

cz. II zeszyt 3 w 1934 roku od nr 587 – 790.

Rękopisy niepublikowane obejmują łącznie 1490 pieśni, co zestawiwszy z wydanymi 790, dają ogólną liczbę 2280.

Ukazanie się zbiorów Skierkowskiego stało się ważnym wydarze­niem dla świata naukowego i artystycznego. Chybiński pisze, że ,,(…) praca ks. Skierkowskiego odznacza się wszelkiej pochwały godną starannością i metodycznością. Już na pierwszy rzut oka zwracamy uwa­gę na spełnienie wszystkich warunków wymaganych od wartościowych zbiorów pieśni (melodii) ludowych.

To prawdopodobnie prof. Chybiński zwrócił uwagę Karola Szyma­nowskiego na zbiory Skierkowskiego. W niespełna rok po opublikowa-:­niu pieśni kurpiowskich Szymanowski publikuje ,,6 pieśni kurpiowskich na chór a cappella”, a w pięć lat później – 12 pieśni kurpiowskich na głos z fortepianem”. Źródłem, z którego pochodzą cytaty ludowe w kur­piowskich pieśniach chóralnych i solowych Szymanowskiego, były pieś­ni ze zbiorów Skierkowskiego opublikowane w dwóch początkowych ze­szytach; tak więc był to wybór zaledwie z części publikowanych. Dziś trudno jest z całą pewnością twierdzić, jakie czynniki Zdecydowały o wyborze tych, a nie innych pieśni. Szymanowskiego interesował bardziej materiał prymitywniejszy, o cechach archaicznych.

Czy Szymanowski słyszał pieśni z Puszczy w autentycznym wy­konaniu i czy znał osobiście Skierkowskiego? Na pierwsze pytanie współ­czesny etnomuzykolog Jan Stęszewski – znawca kurpiowskiej pieśni ludowej, odpowiada przecząco. Dokonawszy wcześniej krytycznej oceny zbiorów Skierkowskiego, zwłaszcza strony metrorytmicznej zapisu, stwierdza:

„Całkowite, niemal wierne powtórzenie za Skierkowskim wykorzy­stanych wątków pieśniowych z wszelkimi ich zaletami lecz i omó­wionymi usterkami, bez zgłoszeń zastrzeżeń podobnych do tych, o których wspomina w odniesieniu do dawniejszych” sceprzonych za­pisów muzyki podhalańskiej, jest dowodem, że Szymanowski w au­tentycznym wykonaniu pieśni z Puszczy Zielonej nie słyszał”.

W innym miejscu tenże Jan Stęszewski podaje informację, z której wynika, że ,,(…) w tzw. Archiwum Szymanowskiego znajduje się list Skierkowskiego do Szymanowskiego z 1.IV.1930 r., z którego wynika, że jest to pierwszy ich kontakt” 20. Nie wykluczone, że Szymanowski mógł słyszeć pieśni kurpiowskie, podziwiać piękne tańce i stroje, ale w Warszawie latem 1928 r., bowiem od 5 lipca przez dwa miesiące w sali „Ateneum” w stolicy zespół teatru płockiego grał sztukę sceniczną Władysława Skierkowskiego – „Wesele na Kurpiach” w reżyserii Ta­deusza Skarżyńskiego. Przedstawienie cieszyło się ogromnym powodze­niem; ludzie chodzili je oglądać po kilka razy. Stało się ono ważnym wydarzeniem artystycznym sezonu w stolicy. Prasa i periodyki prowin­cjonalne i warszawskie z tego okresu zamieściły wiele pochlebnych re­cenzji 21. Niektóre z nich zostały przedrukowane w późniejszym wyda­niu libretta „Wesele na Kurpiach”. A oto fragmenty ciekawszych wypowiedzi.:

Wiliam Horzyca:

„Nie będzie w tem żadnej przesady, gdy się powie, że lepiej rozumie się charakter twórczości Wyspiańskiego, gdy się widziało to niezwy­kłe misterium weselne ( … ) Tak więc nagie realne przeżycie, „prawda życiowa” jest tylko jakby odskocznią dla wysokiej obrzędowej formy artystycznej, nieskażonej żadnym kompromisem z realizmem”.

Ludwik Puget:

„Byłem na przedstawieniu z przyjacielem Francuzem, który jest pi­sarzem i muzykiem zarazem. Trudno opisać zachwyt jego, jak rów­nież jego żony. Powtarzano, że dla tego jednego widowiska warto było odbyć podróż do Polski. „Wesele na Kurpiach” ma zapewnione powodzenie w Paryżu czy Londynie, powodzenie takie jak balet ro­syjski i tancerki cesarza Kambodży”.

Tadeusz Boy-Żeleński:

„Wyczuł mianowicie (ks. Skierkowski), jak przedziwny dramat tea­tralny tkwi w samej obrzędowej stronie wesela; zrozumiał, że przy­dać tu jakąkolwiek bajeczkę, znaczyłoby rzecz osłabić. I nie dzieje się dosłownie nic ponad to, co mówią tytuły aktów: „Wypyty” – „Rajby” – „Rozpleciny” – „Oczepiny”. Mało znam rzeczy równie patetycznych jak ten moment oczepin na scenie. I te melodie …”

 

Skierkowski cieszył się z sukcesu swojej sztuki dostrzegając zarazem innych współtwórców sukcesu, a mianowicie, dyrektora teatru ­Tadeusza Skarżyńskiego, a także Faustyna Piaska oraz Władysława Macury – muzyków, autorów instrumentacji. Zarówno powodzenie sztuki, jak i duże zainteresowanie muzyków opublikowanymi już pieśniami kurpiowskimi, dodawało siły i zapału do pracy nad gromadzeniem i pu­blikowaniem następnych. Nie zapominajmy jednak, że głównym zaję­ciem Skierkowskiego w tym czasie było duszpasterstwo – był przecież proboszczem w Imielnicy. Dziś trudno zrozumieć, jak mógł tyle różno­rodnych absorbujących prac wykonywać jeden człowiek i jeszcze mieć czas na polowanie, przejażdżki konne, prowadzenie zespołu regionalnego.

 

TRUDNE OSTATNIE CHWILE

Gdy wybuchła wojna (1939 r.) Skierkowski miał 53 lata, był w peł­ni sił, pochłonięty pracą nie tylko duszpasterską, ale naukową l spo­łeczną. Jego poważny dorobek naukowy znany był Niemcom. Znajomość kultury ludowej Kurpiów sąsiadujących bezpośrednio z Prusami mogła być przydatna i ułatwiać okupację tych terenów. Jakiś czas Skierkowski unikał spotkań z Niemcami, lecz nie trwało to długo. 6 marca 1941 r. w nocy ok. godz. 100 plebanię w Imielnicy oświetliły reflektory niemieckiej karety. Po chwili dwaj żandarmi i jeden cywil weszli do środka i upewniwszy się, że zastali księdza w domu, polecili ubrać się niezwłocznie i wsiąść do pojazdu. Pozwolili wziąć ze sobą je­dynie jeden koc. Ksiądz zasłabł z wrażenia, a po chwili już był w kare­cie, która oddaliła się w kierunku Borowiczek. Jak się później okazało, w szkole w Borowiczkach (niedaleko Imielnicy) byli już inni księża, zwiezieni tej nocy. Nad ranem przewieziono ich furmankami przed kościół w Imielnicy. Tu oczekiwali na pojazdy, które miały ich wywieźć w nieznane. W międzyczasie ksiądz Skierkowski zdążył jeszcze pójść w towarzystwie żandarma na swoją plebanię po lekarstwo i gorący posi­łek. Jeszcze tegoż dnia, wraz z innymi aresztantami tej nocy, wywie­ziono ich wszystkich drogą przez Płock do Działdowa. Obóz w Dział­dowie był największym obozem śmierci dla duchowieństwa płockiego. Był to obóz najbardziej prymitywny, urągający elementarnym zasadom higieny. Tu księża oprócz fizycznego i moralnego znęcania się nad ni­mi w sposób najbardziej wyrafinowany, głodu, ciągłego lęku, byli ska­zani na wyczerpującą bezczynność. Siedzieli całymi dniami w celach z rękami wyciągniętymi na kolanach wyciągniętych nóg, z tułowiem wyprostowanym i przywartym do ściany lub w pozycji stojącej z ręka­mi wzniesionymi, opartymi o ścianę.

W obozie działdowskim zginęło ok. 10.000 więźniów, a wśród nich wszyscy księża, którzy owej strasznej nocy 6 marca zostali aresztowani. W 1941 r. przyszło powiadomienie z Działdowa, że ks. Władysław Skierkowski umarł na zapalenie płuc dnia 20 sierpnia 1941 r. o godz. 6 min. 20 w obozie w Działdowie.

Nie można było spełnić pragnienia księdza, by kości jego zebrać i pogrzebać przy kościele w Imielnicy. Jak wspomina ks. Wacław Jezu­sek ,,(…) kilkakrotnie udawano się do Działdowa podczas ekshumacji (…) najprawdopodobniej ciała wszystkich księży zmarłych w Działdo­wie spalono”.

W 7 rocznicę wywiezienia Skierkowskiego do obozu w Działdowie, tj. w 1948 r., wdzięczni parafianie z Imielnicy ufundowali i wmurowa­li w przedsionku kościoła pośmiertną tablicę marmurową z napisem:

„Sp. Ks. Kanonik Władysław Skierkowski ur. 12.111.1886 roku pro­boszcz parafii Imielnica od 1925 r. z ofiar parafian świątynię tę zbudował. Zamordowany przez Niemców w obozie w Działdowie dn. 20.VIII.1941 r. Wieczny pokój daj mu Panie”.

Marmurowa tablica poświęcona Skierkowskiemu jest także w głów­nym budynku Towarzystwa Naukowego Płockiego. Napis na tablicy głosi:

„Księdzu Władysławowi Skierkowskiemu (1886-1941) członkowi Towarzystwa Naukowego Płockiego wybitnemu badaczowi pieśni lu­dowych Kurpiowszczyzny, autorowi znakomitych dzieł – „Puszcza Kurpiowska w pieśni”, „Wesele na Kurpiach”, „Muzykalność ludu kurpiowskiego” i innych prac, zamordowanemu przez hitlerowców w obozie koncentracyjnym w Działdowie w pięćdziesiątą rocznicę wydania „Puszczy Kurpiowskiej w pieśni”, Towarzystwo Naukowe Płockie. Płock, grudzień 1978 r.

Nie udało się odnaleźć podobnych dowodów wdzięczności na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej, której Skierkowski oddał swoje serce. Ocalił od zapomnienia ponad 2.000 pieśni – dziś zabytków kultury du­chowej Kurpiów. To za jego sprawą Karol Szymanowski i inni kompo­zytorzy mogli podnieść do rangi narodowej i światowej ludowe moty­wy muzyki kurpiowskiej. Nie twierdzimy, że społeczeństwo kurpiowskie jest mniej wdzięczne od płockiego i imielnickiego, ale na pewno mniej wie o Skierkowskim. Mamy cichą nadzieję, że chociaż w części niniej­sza monografia wypełni tę lukę w wiedzy społeczeństwa, zwłaszcza kur­piowskiego, o tym Człowieku.

 

 

Henryk Gadomski

Brak komentarzy

Dodaj komentarz