Gody w Puszczy Zielonej

Gody w Puszczy Zielonej

 

Gody w Puszczy Zielonej

Zasiadając do kolacji wigilijnej niewielu z nas zasta­nawia się dlaczego święta Bożego Narodzenia przy­padają w tym, a nie innym terminie. Nie przypuszcza­my, iż święta te są ściśle związane ze zjawiskami astronomicznymi. Ostatni tydzień grudnia jest okre­sem, gdy słońce przestaje „zamierać”, więcej – zaczy­na go przybywać, a dzień staje się coraz dłuższy. Fakt ten niesie zapowiedź odradzania się przyrody, od za­mierzchłych wieków był u wielu plemion rolniczych powodem do radości i okazją do świętowania.

W przekazach ewangelicznych nie znajdziemy do­kładnego terminu narodzin Chrystusa. Przez dłuższy czas obchodzono je 6 stycznia, by przenieść następnie właśnie na 25 grudnia, na pogańskie święto odradzają­cego się słońca. Nałożenie się obrzędów chrześcijań­skich na wspomniany radosny okres nie zatarł rolnicze­go charakteru tych świąt. Są one silnie związane z go­spodarką rolną i hodowlą, o czym można się przekonać na podstawie na przykład tradycyjnych kurpiowskich wierzeń i specyficznych działań zachowanych w Puszczy Zielonej Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia rozpo­czynały się praktycznie od dnia św. Łucji (13 XII), sprzątano gruntowanie chałupy, bielono ściany izb, go­spodynie wykonywały nowe wycinanki oraz inne ozdo­by z papieru, bibuły i słomy.

Pierwszym ważnym dniem okresu świątecznego jest Wigilia. Powodem przypisywania jej szczególnej rangi było silne powiązanie uczuć religijnych Kurpiów z dzia­łaniami gospodarczymi, z próbami zabezpieczenia bytu rodzinie poprzez przewidywanie czy prognozowanie przyszłości.

Elementy wróżb przynoszą już godziny poranne wi­gilijnego dnia. Istniało przekonanie, iż szczęście i po­myślność przyniesie domowi wizyta mężczyzny jako pierwszego gościa. Z pierwszego odwiedzającego rodzi­nę wróżono też przyszły przychówek w gospodarstwie, jeśli była nim kobieta – przychówek będzie żeński, jeśli mężczyzna – męski.

 

Żeby się groch rodził

Ważne miejsce zajmowało również obserwowanie po­gody. Do dziś funkcjonuje w regionie przekonanie, iż: „Jak Wigilia gwiaździsta – to jajczysta

a jak chmurzysta – to mleczysta”

Oprócz usiłowań spojrzenia w przyszłość wierzono głęboko, że przebieg dnia wigilijnego będzie miał wpływ na życie w nadchodzącym roku. Pracowity dzień wróżył dużo pracy, ale i efektów. Dotyczyły te przeko­nania tak dorosłych jak i dzieci, które winny zachowy­wać się cicho, grzecznie i uprzejmie, zaś dostanie „w skórę” było jak najgorszą prognozą na najbliższy rok.

Innym funkcjonującym do dziś zwyczajem jest za­kaz pożyczania w Wigilię czegokolwiek od sąsiadów, zwłaszcza ziemniaków.

Dzień wigilijny przebiegał na pracach przygoto­wawczych do świąt i kolacji wigilijnej.

Do uprzednio wysprzątanej i odnowionej izby wno­szono do początków XX wieku snop zboża (lub 4 sno­py), aby zapewnić pomyślne zbiory. Od I wojny świato­wej snop zboża został zastąpiony przez choinkę.

Kulminacyjnym momentem dnia jest wieczerza wi­gilijna. Przygotowania do wieczerzy są niezmienne od wieków i podobne we wszystkich regionach Polski. W Puszczy Zielonej rozkłada się na stole trochę siana, przykrywając go białym obrusem (bo Pan Jezus urodził się na sianie) i stawia koniecznie nieparzystą – najmniej 9 – liczbę potraw. Najczęściej są to: kapusta z grochem lub grzybami, ryba smażona, śledź w occie, kasza jagla­na, pierogi z serem lub grzybami, kluski kartoflane, barszcz grzybowy, kluski z makiem i miodem., kisiel, kompot (zupa) z suszonych owoców.

Do wieczerzy wigilijnej powinna zasiąść parzysta liczba osób, w przeciwnym wypadku mógłby ktoś z ro­dziny umrzeć. Głowa rodziny, najczęściej ojciec brał opłatek w rękę i mówił: „Daj nam Boże, żebyśmy tak na drugi rok szczęśliwie doczekali”.

W niektórych domach na kolację wigilijną gotowa­no na sypko groch lub fasolę. Pod koniec wieczerzy go­spodarz nabierał na łyżkę tę potrawę i podrzucał do su­fitu mówiąc: „To na szczęście, żeby się groch (fasola) rodziły”. Jeśli przy tym zawartość łyżki przylgnęła do sufitu stanowiło to dobry znak na przyszłe zbiory.

Jako prognostyk plonów traktowano także w róż­nych częściach naszego regionu wyciąganie spod obru­sa po posiłku źdźbeł siana. Wyciągnięcie przez gospo­darza źdźbła z kłosem wróżyło dobre plony w nadcho­dzącym roku.

 

Kurpiowskie Gody

Po zakończonej kolacji resztki opłatka, a czasem i potraw dawał gospodarz zwierzętom, głównie kro­wom, wołom, owcom, co tłumaczono faktem, że były one w stajni przy narodzeniu Pana Jezusa i też winny mieć udział w świętowaniu. Kolejnym zwyczajem występującym po wieczerzy było budzenie drzew. Gospodarz udawał się do przydo­mowego sadu i uderzając kijem w pnie drzew owoco­wych „budził” je do życia, a zwłaszcza owocowania.

Podobnie, jak wspominane wielokrotnie zwyczaje związane z gospodarką, tak funkcjonowały w Wigilię również zwyczaje dotyczące życia osobistego, zwłasz­cza zamążpójścia. Po kolacji młode dziewczęta wycho­dziły przed dom, nasłuchując, z której strony zaszcze­ka pies – z tej właśnie przyjdzie przyszły mąż. Wg in­nych relacji panna powinna w samej koszuli trzykrot­nie obiec chałupę dookoła, a wtedy pokaże się jej przyszły kawaler.

Przed północą starsi członkowie rodziny udawali się zwykle do najbliższego kościoła na pasterkę. Pod­czas tej mszy św. (wg innych informatorów – w drugi dzień świąt, na św. Szczepana) rzucano z chóru na wiernych grochem, co miało spowodować urodzaj. Kobiety ukradkiem zbierały ten groch by dawać go na­stępnie kurom dla podniesienia ich nośności.

Po pasterce popularne były wyścigi zaprzęgów do domu, temu zaś gospodarzowi, który dotarł pierwszy do swej zagrody miała najlepiej obrodzić pszenica.

Na Boże Narodzenie, zwane na Kurpiowszczyzn i e Godami, przygotowywano w kościołach szopki figural­ne. Bardzo ciekawą była szopka wystawiona w koście­le myszynieckim, gdzie wszystkie postacie, łącznie z Matką Boską, przebrane były w ludowe stroje kur­piowskie. Wierni odwiedzający kościół podchodzili do szopki, pociągali wstążkę kołysząc w ten sposób Jezuska złożonego w kolebce i składali ofiary, w większości wypadków jajka lub inne produkty.

Święta Bożego Narodzenia były świętami spędza­nymi najczęściej w gronie rodzinnym.

W drugi dzień świąt, w dzień św. Szczepana, świę­cono w kościołach owies. Ziarna przechowywano w domu, aby podczas siewu dodać je do całości mate­riału siewnego, wierząc że dzięki temu zabiegowi plo­ny będą większe.

W trzeci jakby dzień świąt, 27 grudnia, obchodzo­no niegdyś uroczystość „młodzianków”. Podczas mszy św. ksiądz częstował wiernych winem z kielicha, a wszyscy śpiewali wówczas „Gody w Kanie Galilej­skiej”. Istniało na Kurpiach przekonanie, że w noc po­przedzającą ten dzień, woda w studniach zmienia się w wino i można o północy je zaczerpnąć, o ile jest się godnym takiego cudu.

Gody są okresem wielu jeszcze innych barwnych i interesujących zwyczajów, w tym np. kolędowania, ale z braku miejsca wymagają one osobnego omówienia.

Bernard Kielak

Brak komentarzy

Dodaj komentarz