O barciach i bartnikach w Zagajnicy Ostrołęckiej – z książki A. Markowskiego

O barciach i bartnikach w Zagajnicy Ostrołęckiej – z książki A. Markowskiego

W miarę przyrostu ludności w osadach i miasteczkach leżących na skraju puszczy wzmagała się zainteresowanie jej bogactwami. Przybywali da niej najpierw sezonowo, później na stałe, aby eksploatować jej dobra i bogactwa naturalne ­bartnicy, smolarze, węglarze i rudnicy. Bartnicy dostarczali cennych i poszukiwanych artykułów: miodu i wosku. Duże ich ilości rozprowadzano po kraju, znaczną część spławiano Narwią, Bugiem i Wisłą do Gdańska. Miodu używano ówcześnie da słodzenia napojów, wypieku ciast i przyrządzania niektórych potraw. Według specjalnej receptury przygotowywano miody pitne, tzw. prześne i miody sytne. Te ostatnie zaprawiano aromatycznymi ziołami lub sokiem z malin i wiśni. Znane były na polskich stołach pad nazwą maliniaku, trójniaku i kirsztangu Wosk stosowano w lecznictwie (do gojenia ran), jako materiał pisarski, do wyrobu świec i pieczęci oraz w celach artystycznych.

Praca bartnika była ciężka i wymagająca ad niego wysiłku, pracowitości i grun­townej znajomości zawodu. Zaczynała się wczesną wiosną, a kończyła jesienią. W czasie przebywania w puszczy bartnik mieszkał w „stanie” – budzie sklecanej z żerdzi i gałęzi.

W czasie wiosennych rozlewisk bartnik dostawał się do swych barci przy pomocy czółna. „Bartnikawi bez czółna, w którym do roboty swej bartnej przez rzekę albo przez potoki przewozi, tak jak dobremu gospodarzowi bez konia bardzo źle” – mówi fragment prawa bartnego.

Prace wiosenne bartnik rozpoczynał od przeglądu drzew bartnych ich naprawy i oczyszczania barci ze szkodliwego robactwa. Następnie wyrabiał – „dział” nowe barcie do umieszczenia nowych rajów pszczelich. Do tego celu, nadawały się drzewa stare, ale zdrowe, najlepiej 120-letnie sosny, jodły lub dęby.

Od strony południowo-wschodniej na wysokości od 3, 5 da 18 metrów dłubał w nich bartnik przy pomocy siekiery, zwanej bartnicą i dłuta zwanego piesznią otwór, czyli „dzień”. Wysokość dzieni wynosiła 4 stopy, głębokość 15 cali, szeroka od przodu 4 cale, a wewnątrz 12 cali. Górna część barci zwała się głową, środkowa okiem, a dolna nogami. Strona podłużna od środka drzewa nazywa się plecami, a strona otwarta przodu dłużnią. Wewnątrz barci głowa poprzegradzana była deseczkami, aby pszczoły mogły przytwierdzać plastry.

Od strony wschodniej, w samym środku dzieni, wyrabiał bartnik kwadratowy otwór a boku 2 cale, tzw. oko – służący pszczołom do przechodzenia. W otwór ten wkładał kawałek drewna, zwany oczkasem lub jarczasem, na jednym końcu w klin zaciosany, a dalej okrągły i sięgający aż do przeciwległej strony dzieni. Końcu drewna w klin zaciosanemu przyrzynał boki, aby z obydwu stron pszczoły mogły swobodnie przechodzić. Oczkas ten służył pszczołom za podstawę, na której wspierały swą budowę. Dłużnię zatykał deseczką na 3 cale grubą, szczelnie przy­stającą, zwaną zatworem.

Ponadto na wierzchu przybijał do drzewa drewnianymi gwoździami deseczkę dłuższą ad zatwaru, zwaną śnit lub snoza. Pomiędzy śnitem a zatworem wkładał gałązki kolące, które wzbraniały przystępu ptakom oraz ochraniały barć od słoty. Tak przygotowaną barć farbowano, tzn. wymazano wnętrze zanętą, umieszczano w górnej części barci zwanej „głową”, plastry miodu i czekano na nowy rój.

Swoje dzieło bartnik musiał ponadto zabezpieczyć przed szkodnikami, wśród których szczególnie groźnym był niedźwiedź – smakosz miodu. Na wysokości kilku sążni od ziemi bartnik przybijał do drzewa 4 krzyżowce, po 8 stóp długie, a do nich, na wierzchu przytwierdzał dyle. W pomost ten wbijał kołki drewniane ostrzami skierowane ku ziemi. Dookoła drzewa umocowywał żelazne haki z ostrza­mi zakrzywionymi ku górze. W końcu pozostawało barć oznakować cechą, aby wiadomo było, do kogo należy.

Znaki te określały własność bartną użytkową. Ze zmianą właściciela najczęściej zmieniały się i znaki. Znamiona dawnego właściciela usuwano, a na ich miejsce umieszczano nabywcy. W przypadku zastawy lub wydzierżawienia drzew bartnych obok starego umieszczano nowy znak. Najczęstszą formą znaku była kreska lub kombinacja kresek. Przybierały one postać krzyży, strzały, cyfry, kółka oraz liter. W Zagajnicy Ostrołęckiej występowały formy kresek w postaci cyfr i krzyży uzupełniane różnymi przydatkami.

Zasadą znakowania drzew bartnych było to, że nie mogły one powtarzać się w obrębie jednej puszczy. Każde drzewo bartne z określeniem szczegółowym swego położenia (uroczysko, błoto, pagórek) było wpisane do ksiąg bartnych. Im rysunek znaku bartnego był bardziej skomplikowany, tym wymowniej świadczył o rozwoju bartnictwa w danej miejscowości.

Bartnicy Zagajnicy Ostrołęckiej, podobnie jak i w innych częściach Puszczy posiadali własną organizację opartą na zasadach zbliżonych do organizacji cecho­wej. Ponieważ większość bartników wywodziła się ze stanu mieszczańskiego, toteż „na ich wzór powstała organizacja bartna, wykazująca wiele wspólnego z cechami rzemieślniczymi”. Stąd własne sądownictwo, skrzynka cechowa na księgi bartne, dokumenty i składki.

Początkowo bartnicy ostrołęccy nie mieli oddzielnych sądów bartnych, wszelkie spory rozstrzygał pisarz ziemski. Spośród bartników naznaczał do rozstrzygania sporów sędziego i podsędka. W ten sposób wyłonił się sąd bartny wzorowany na prawie ziemskim. W starostwie ostrołęckim sąd bartny istniał od 1504 roku.

Na czele samorządu bartnego stał starosta bartny zwany również starostą miodowym, wyznaczany przez starostę królewskiego. Był on pośrednikiem między bartnikami, a władzą zwierzchnią. W XVIII wieku urząd ten piastowała szlachta. „Bywało z dawna jako się za przodków prawo zaczęło, iż starosta bartny zawsze bywał narodu szlacheckiego.

(…) A ma być sławy dobrej osiadły, gdyż na sobie wiele ponosi (…). Obo­wiązkiem starosty było doglądać i nadzorować gospodarkę bartną w puszczy. „Bory bartne jeśliby który był spustoszały i przez gospodarza wakował, inszym bartni­kom gospodarzom i robociążom dobrym za wiadomością pana starosty łomżyńskiego dla prowentów umniejszenia wedle ważności udawać powinien”. Zbierał on od bartników daninę miodową i inne powinności na rzecz władzy zwierzchniej. Opie­kował się również księgami bartnymi, w których zapisywano transakcję kupna i sprzedaży borów, wyroki sądowe, słowem wszystkie sprawy dotyczące „jurysdykcji bartnej”. Z racji pełnionego urzędu starosta bartny był zwolniony od płacenia daniny miodowej z jednego boru i należytości do niego należących.

W gminie bartnej prócz starosty bartnego ważne funkcje pełnili wybierani przez gmin, a zatwierdzani przez starostę królewskiego, sędzia i podsędek. Składali oni przysięgę, że: „nie z swego rozumu ale wedle prawa uchwalonego sądzić będą. Nie obawiając się na strach, ani na żadną groźbę, ani na żadne dary, nie mając względu na bogatego ani na ubogiego, ani też na powinnego swego jakiegokolwiek bliskiego, ani dalekiego, ale wedle różności spraw, a wedle prawa sprawiedliwości czynić powinien będą”. W skład sądu wchodził pisarz, niezaprzysiężony działa­jący pod opieką sądu. Do posług bartnych w charakterze woźnego wybierany był podstarości”, którego powinnością było pozywać i relacyje w sądzie czynić, wi­dzenia (sprawdzenia na gruncie) odprawować, retenta bartne wybierać”.

Prawo bartne i nadane przywileje w szczegółach określały uprawnienia i obo­wiązki bartników. Szczególnie cennym materiałem źródłowym są przepisy prawa bartnego napisane z polecenia Krzysztofa Niszczyckiego, starosty przasnyskiego w roku 1559 dla starostwa przasnyskiego i ciechanowskiego. Podobny, ale znacz­nie rozszerzony zbiór praw powstał w kilkadziesiąt lat później w roku 1616 dla starostwa łomżyńskiego, obejmujący również bartników Zagajnicy Ostrołęckiej. Opracował go starosta bartny z Kolna Stanisław Skrodzki. Oba te zbiory praw bartnych ujmują w ramy prawne porządek społeczny na puszczy wśród bartników.

Cennych wiadomości o obowiązkach i uprawnieniach bartników w Zagajnicy Ostrołęckiej dostarcza przywilej nadany bartnikom 20 grudnia 1630 roku w Ty­kocinie przez Zygmunta III  potwierdzony przez następnych królów – Władysła­wa IV w 1637 r., Jana Kazimierza w 1660 r., Michała Korybuta Wiśniowieckiego w 1673 roku. Podobny przywilej w tym samym czasie otrzymali bartnicy Zagaj­nicy Łomżyńskiej. Ludwik Krzywicki nazwał go „wielką kartą bartnictwa kurpiowskiego”.

Dokumenty te potwierdzają dawne przywileje i prawa bartników, regulują stosunki prawne między bractwem a władzą zwierzchnią – starostami królew­skimi.

Innym typem źródeł są inwentarze starostw, lustracje, rejestry i księgi sądowe.

Dużo materiału źródłowego dotyczącego społeczności bartnej zawierają akta bartne nowogrodzkie. Wiele ze źródeł do interesującego nas tematu uległo znisz­czeniu, chociażby księgi bartne ostrołęckie, spalone w czasie ostatniej wojny światowej. Tym cenniejsze są dla nas opracowania naukowe dotyczące północno­wschodniego Mazowsza, takich badaczy, jak: Jędrzej Święcicki, Ludwik Krzywicki, Karol Potkański, B. Namysłowski, L Baranowski, Fr. Piaścik, Z. Niedziałkowska, zawierają bowiem wiadomości opracowane na podstawie już nie istniejących źródeł i same w tej chwili stają się materiałem żródłowym. Cenną pozycją, gru­pującą materiał dotyczący formowania się procesu układów kulturowych w okreś­lonych warunkach bytu na Kurpiach jest monografia „Kurpie-Puszcza Zielona”, napisana przez grupę etnografów na podstawie kilkuletnich poszukiwań źródłowych i systematycznych studiów terenowych prowadzonych na terenie Puszczy Zielonej pod kierunkiem Anny Kutrzeby-Pojnarowej. Wszystkie te prace w mniejszym lub większym stopniu charakteryzują prawa i omawiają rolę społeczną bartników Puszczy Zielonej.

Każdy bartnik posiadał w puszczy pewną ilość drzew bartnych, zwanych borem, półborem lub ćwierćborem. Pełny bór składał się z 60 barci. Barcie należące do bartnika były rozmieszczone dość przestrzennie – nawet do kilku kilometrów od miejsca zamieszkania. Nieodłączną częścią boru była łąka bartna.

Z boru bartnik płacił jako podatek jedną rączkę miodu, stożek siana dla strzelców królewskich oraz płacił 15 groszy kunowego za prawo polowania w pusz­czy. Łąkę, która była nieodłączną częścią boru (sprzedać jej nie wolno było bartni­kowi) mógł kosić, a nawet orać i zasiewać. Polować mógł tylko na drobną zwie­rzynę. Nieodłącznym atrybutem bartnika była strzelba. Uboczne zajęcie myśliwskie sprawiło, że niektórzy bartnicy z Zagajnicy zdobyli sobie sławę doskonałych strzelców. Stąd przysłowie: „Strzela jak Kurp”. Bartnicy mieli prawo zastawiać także sidła na ptactwo oraz łowić ryby w strugach i rzekach Narwi i Omulwi. Mogli bez żadnych przeszkód drzewa na barcie w dowolnych miejscach wybierać i dziać. Prócz tego przywilej pozwalał im zbierać w lesie żołędzie i drzeć łyko z drzew na powrozy do barci. Mogli również trzy razy w tygodniu drzewo z Zagajnicy wywozić, „a iż dekretem komisarzów naszych z roku 1599 mają przysą­dzono sobie wolność wożenia drzewa suchego z Zagajnicy Ostrołęckiej, tak sosno­wych jako i leśnych, trzy dni w tydzień we wtorek, we czwartek i w sobotę, dlatego i przy tej wolności onych podług dekretu zachowujemy i jeżeli by w ten dzień, którego święto przypadło, aby mu nazajutrz tę furę wolno czynić”.

Przywilej potwierdzał im wolność, samorząd bartny na czele ze swym starostą oraz sąd bartny. Dokument ten zobowiązywał bartników ostrołęckich do wypełnia­nia swych powinności względem starosty łomżyńskiego i ostrołęckiego, ale również w tym samym stopniu zobowiązywał starostów do jego przestrzegania.

Prawo bartne w drobiazgowy sposób regulowało tryb życia społecznego i ro­dzinnego. Poszczególne paragrafy prawa mówiły, kto do bractwa może być przy­jęty: „Gdyby kto był z bękartów spłodzony – powiada prawo albo bękart sam, albo po rodzicach jego zła sława była, takowy nie ma być przyjęty między bartniki”.

Określone przepisami było prawo do spadków i dziedziczenia boru, sprawy kupna i sprzedaży, zastawu i dzierżawy, opieki nad nieletnimi oraz powinności. Zasadą tego prawa była maksyma, „że białogłowa dziedziczyć na boru nie może, a to dla spustoszenia boru, bo na bór potrzeba gospodarza nie gospodyni”.

Tu tkwi istota prawa bartnego. Względy ekonomiczne kierowały prawem spadko­wym. Posiadanie boru było rodzajem własności niezupełnej, aczkolwiek z prawem dziedziczenia, sprzedaży i zastawu, który mógł się odbywać pod opieką prawa bartnego. Bartnik dziedziczył bór nie jako las i ziemię, bo ta była własnością królewską, lecz jako skład barci.

Wszelkie sprawy i spory wynikłe między bartnikami rozstrzygał sąd bartny.

Apelacja od tego sądu służyła do starosty królewskiego. Wyroki sądowe były szczególnie surowe. Kto kradł cudze pszczoły, wybierał miód, ścinał drzewo z pszczołami, podpalał albo trudnił się rozbojem, karany był śmiercią przez powieszenie. Za inne drobniejsze przestępstwa stosowano kary grzywny lub wy­dalenie z bractwa. Prawo to zabezpieczało Puszczanom spokój i poczucie bezpie­czeństwa, solidaryzowało gromadę, która niejednokrotnie występowała w obronie własnych, puszczańskich interesów, tak w stosunku do władzy zwierzchniej jak i nieprzyjaciół kraju.

W gminie bartnej w Zagajnicy Ostrołęckiej występowały znaczne różnice ma­jątkowe. Zamożne rody Czamletów, Szpotów, Kurpiewskich, Chudkowskich i innych, miały w swoim rodzie po kilka borów. Oprócz nich jednak mieszkali w puszczy mniej zamożni, mający w swym posiadaniu jeden bór, półbór, a nawet ćwierćbór. Poza bartnikami posiadającymi własne barcie pracowali w puszczy „luźni” bartnicy, którzy utraciwszy bory wynajmowali się do pracy u zamożnych bartni­ków. Niezależnie od wyżej wymienionych warstw wśród społeczności bartniczej występowali bartnicy-lichwiarze, trzymający bory pod zastaw. Doprowadzało to do upadania jednych rodów, wynoszenia się innych.

W XVI wieku, gdy puszcza była jeszcze rozległa, bartnicy Zagajnicy Ostro­łęckiej składali do skarbu starościńskiego znaczne ilości miodu. W roku 1564 oddali 174 rączki miodu oraz 87 skórek kun. W roku 1616 według lustracji w Zagajnicy Ostrołęckiej mieszkało 84 bartników. W 47 lat później oblicza się ich na 60-70. Puszcza zaczyna się kurczyć, bartnicy nie mają na czym prowadzić swego gospo­darstwa bartnego. Jest to efekt nasilonej eksploatacji drzewa na cele przemysłowe, ubytków w drzewostanie na skutek zniszczeń wojennych oraz silnego napływu ludności włościańskiej z terenów spustoszałych przez liczne wojny. Ludność na­pływająca do puszczy w tym okresie czasu zajmuje się rolnictwem.

Przemiany społeczno-gospodarcze w puszczy, dalszy rozwój osadnictwa rolnego przyczyniły się do upadku bartnictwa. Ostateczny wpływ na jego likwidację miał upadek niepodległości Polski w 1795 roku. Tereny Zagajnicy Ostrołęckiej jak i po­zostałej części Zielonej Puszczy Kurpiowskiej przechodziły zmienne koleje losu. Zarządzeniem władz pruskich w 1801 roku zniesiono prawo bartne. Nastąpił okres systematycznej dewastacji drzewostanu, w tym i drzew bartnych, sposób ra­bunkowy.

W latach 1815-1840 następuje ostateczna likwidacja bartnictwa. W niektórych tylko częściach puszczy pozostała znikoma ilość drzew bartnych, które w stanie „szczątkowym przetrwały jeszcze niekiedy do I wojny światowej, a nawet spora­dycznie i do dzisiaj”.

Społeczność bartna puszczy wytworzyła liczne obrzędy i obyczaje, do których między innymi należy zaliczyć święto miodobrania. Pisze o nim piewca Kurpio­wszczyzny i jej badacz Adam Chętnik w swojej monografii „Puszcza Kurpiowska”. Obrzęd miodobrania przetrwał do dnia dzisiejszego w legendach i opowiadaniach starszych mieszkańców Puszczy Zielonej z okolic Myszyńca, Czarni i Wykrotu. Tam zachowały się jeszcze bartne sosny, unikalne matnie pszczele.

Aby te tradycyjne obyczaje przypomnieć, ustanowiono w województwie ostro­łęckim, obejmującym administracyjnie prawie całe terytorium dawnej Puszczy Zielonej – ŚWIĘTO MIODOBRANIA.

Zjeżdżają się co roku do Zawodzia pod Myszyńcem mieszkańcy Kurpiowszczyz­ny oraz goście z różnych stron kraju, aby obejrzeć obrzęd miodobrania, posłuchać śpiewu Kurpiów, grania kapel i zakosztować smakowitego miodu.

Andrzej Markowski

Brak komentarzy

Dodaj komentarz